Dania, Miejsca, Opisy miejsc, Podolany, Polecane, Restauracje

Dwie wizyty, jedna relacja – Ilonn

23 listopada 2013
przystawki-ilonn

Podolany – czyli dla wielu niemal koniec świata 😉 Okazuje się jednak, że wiedzą tam czym jest dobra kuchnia. Na Szarych szeregów, w niezbyt zachęcającym otoczeniu mieści się hotel Ilonn, a w nim restauracja, o której dziś powiem. Sam hotel wygląda bardzo nowocześnie, kompletnie nie jest podobny do hoteli poznańskich w których miałam okazję być. Podobnie restauracja, nie wygląda na hotelową stołówkę, ale na dobrze zaprojektowaną i urządzoną restaurację. Dużo szkła, ciemne kolory, wielkie lampy nad stolikami. Wystrój świetny – nie tylko jak na hotel, ale w ogóle. Niestety tym razem nie pokażę Wam zdjęć, bo dwukrotnie zapomnieliśmy aparatu i musieliśmy męczyć się z telefonami. Od razu też przepraszam za jakość zdjęć.

Dzisiejszy post to relacja podwójna – w Ilonnie spodobało nam się za pierwszym razem tak bardzo, że kilka dni później wybraliśmy się tam ze znajomymi. I niestety drugi raz nie był już tak udany, ale o tym za chwilę. Jeśli chodzi o obsługę, to bardzo miła i sprawna, mimo, że podczas obu wizyt restauracja była pełna. Atmosfera panująca w Ilonnie w ogóle wiele zyskała dzięki gościom, których w restauracjach hotelowych zwykle jest niewielu. Tu panował przyjemny gwar, coś się działo, a do tego przyjemna muzyka i atmosfera raczej niezobowiązująca.

Za pierwszy razem oczarowało nas miejsce i jedzenie. Właśnie to połączenie luzu ze pysznymi daniami. Za drugim razem trochę inna była atmosfera, a i jedzenie nie tak dobre jak poprzednim razem. Chociaż znajomi wyglądali na zadowolonych, my już nie do końca.

Z pierwszej wizyty prawie nic wam nie pokażę, bo zdjęcia są nie do przyjęcia, jedynie kaczkę można publicznie pokazać. Poza nią jedliśmy polędwiczkę cielęcą, krem z selera z prażonymi orzeszkami pinii oraz bulion grzybowy z mięsnymi pierożkami. Kaczka w dużej ilości, smaczna, delikatna, kopytka, kapusta również jedne z lepszych jakie zdarzyło się nam jeść, a już na pewno w restauracji. Do kaczki w sosjerce podany był również sos winny, klasyczny, taki jaki powinien być. Zupa selerowa – niesamowicie aromatyczna, z pyszną oliwą truflową, miło chrupiącymi orzeszkami. Już one mnie urzekła. Bulion również smaczny, choć bardzo delikatny, bez żadnych dodatków oprócz pierożków. Zresztą bardzo dobrych pierożków.  Sensacją wieczoru była jednak polędwiczka cielęca w sosie borowikowym z pieczonymi ziemniakami i rukolą. Tak delikatnego mięsa, a przy tym soczystego nie jadłam nigdy. To wspomnienie tego dania sprawiło, że wróciliśmy do Ilonnu.

Podczas kolejnej wizyty oczywiście zabraknąć nie mogło polędwiczek i kremu selerowego. Poza tym jedliśmy jeszcze żurek, pierś kurczaka faszerowaną szpinakiem na puree pietruszkowym z grillowanymi warzywami, lasagne ze szpinakiem i warzywami oraz łososia z sosem holenderskim z puree dyniowym i gotowanym brokułem.

Niestety, od początku pojawiły się małe niedociągnięcia. Żurek był smaczny, ale prawie zimny, w kremie selerowym zabrakło orzeszków, a jedna z osób dostała porcję dwa razy mniejszą niż pozostali i również prawie zimną. Wszystkim smakowało, ale obyło się bez zachwytów. Drugie dania także pozostawiały trochę do życzenia. Lasagna była dobra, kurczak pięknie się prezentował i był chyba najbardziej satysfakcjonujący – patrząc po minach szczególnie. 🙂 Polędwiczki cielęce, które wychwalałam pod niebiosa tym razem rozczarowały – porcja była zdecydowanie mniejsza, plasterki cieniutkie i kompletnie wysmażone, bez choćby odrobiny soku. Smakowały prawie jak polędwiczki wieprzowe. Łosoś z kolei był mikroskopijny, sos holenderski za rzadki i bez smaku, a brokuł gotował się parę minut za długo. Niby smaczne, ale nie takim jedzeniem się zachwyciłam.

Ta wizyta była również mniej udana ze względu na zabieganą obsługę szykującą kolację dla uczestników konferencji, przez co nie poświęcono nam należytej uwagi, szkoda. Mam nadzieję, że to tylko mała wpadka, bo do Ilonnu, mimo wszystko, na pewno wrócimy. Miejsce polecam, choć z małym zawahaniem związanym głównie z brakiem powtarzalności jeśli chodzi o dania.

Żurek staropolski z jajkiem – 12 zł
Krem z selera – 12 zł
Bulion grzybowy z pierożkami mięsnymi – 11 zł
Pieczona kaczka – 49 zł
Polędwiczka cielęca – 49 zł
Faszerowana pierś z kurczaka – 36 zł
Smażony łosoś – 46 zł
Lasagne – 28 zł

Ilonn Hotel & Restaurant
ul. Szarych szeregów 16
WWW: http://www.ilonnhotel.pl/
oraz
WWW: http://www.ilonnhotel.pl/gusto

Z kartą Foodie Card w piątek jedzenie tańsze o 50%

Zobacz także

3 komentarze

  • Reply Monia 31 stycznia 2014 at 18:16

    Ostatnio zastanawialiśmy się ze znajomymi, czy tam nie pójść z Foodie, widzę że warto. Lubię restauracje hotelowe, zwykle mają tam świetne jedzenie, na wyższym poziomie niż w nie jednej znanej restauracji w centrum.

  • Reply damianos 20 grudnia 2016 at 01:04

    Restauracja hotelowa. Jedzenie beznadziejne. Wszystko upypłane w piecu konwekcyjno parowym. Restauracja to nie podgrzewane dania na gorąco. Nie dość że drogo to jeszcze bez smaku i na dodatek nie wiele.

  • Reply Dolina Maminków 15 stycznia 2017 at 23:05

    Bywam tam od czasu do czasu, ponieważ mieszkam na Podolanach, a jeśli wychodzę, to na krótko (mam w domu małe dziecko), więc nie opłaca mi się jechać do Centrum na kawę z koleżanką, która też jest stąd.
    Co do wystroju – jest bardzo nowoczesny, co mnie osobiście troszkę przeszkadza, jednak trzeba oddać temu miejscu, że jest schludne i wykończone w przemyślany sposób.
    Kawa jest zawsze bardzo dobra, kosztuje około 10 zł, więc standardowo. Za desery, o ile dobrze pamiętam, trzeba zapłacić kilkanaście złotych i niby cena ok., gdyby nie to, że porcje są bardzo małe. Do tego w karcie jest ich niewiele (chyba 3-4 pozycje).
    Podsumowując, miejsce jest ciekawe, ale marzę o znalezieniu w okolicy jakiejś przytulniejszej restauracji/kawiarni.
    Inne miejsce, do którego czasem zaglądam, to Pizzeria Portofino. Całkiem ładny wystrój i bardzo dobra pizza. No ale – wiadomo, to pizzeria.

  • Dodaj komentarz