Lokalny przewodnik po gastronomii Poznania

Cactus Factoria – ul. Ślusarska 5 (zamknięte)

cactus-factoria-poznan

Nie wiem kiedy, ale prawdopodobnie niedawno w Cactus Factorii się pozmieniało nieco. Nie bardzo, ale trochę tak. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że poprzedni wystrój bardziej pasował do tego miejsce. Może i teraz jest ładniej, może wnętrze faktycznie wymagało odświeżenia, ale chyba w inną stronę poszłabym z restauracją hiszpańską. Zabrakło luzu, może go nie przewidziano. Ale jakoś nie wyobrażam sobie wyjścia do Cactus Factorii na zwykły obiad, czy przyjścia tam bez osoby towarzyszącej.

Takie to miejsce teraz niespójne mi się wydaje – jakaś wesoła muzyczka, ściany i wszystko prócz stolików raczej klubowe, niż elegancko-restauracyjne, a stoliki zastawione tak, że strach przy nich siadać. Kieliszki, sztućce jakieś wachlarzyki z serwetek – nie ma gdzie nawet położyć jakiś swoich rzeczy. Miałam nadzieję, że mi pani to wszystko szybko sprzątnie, ale jedyną rzeczą której zabrania się doczekałam był mój kieliszek, więc nadal o trzy pozostałe musiałam drżeć. A tak swoją drogą, to byłam przekonana, że stolik zostawia się zastawiony dla tylu osób ile przyszło.. No w każdym razie zastawione i biało-czerwono przystrojone stoliki pasowałyby do wielu miejsc, ale na pewno nie do cactus factorii.

Kiedyś powiedziałabym, że polecam to miejsce na wyjścia ze znajomymi, że można sobie tam przyjemnie posiedzieć, coś wypić i zjeść coś dobrego – teraz nie wiem komu mogłabym polecić to miejsce. Chyba tylko na randkę albo jakiś obiad rodzinny. Nie chodzi mi też o to, że nie wiadomo jak nadęta atmosfera tam jest, o nie!  Może nawet gdyby była to wszystko tworzyłoby całość jaką, ale właśnie dziwnie jest, bo stoliki jakby przeskoczyły z innej restauracji i wprowadzają zamieszanie.

Tylko z tym mam problem, reszta jest ok. Miła i sprawna obsługa, dobre jedzenie, ceny nie aż tak bardzo wygórowane, z foodie card można aż przez 3 dni jeść tam z 50 % zniżką.. Mam mieszane uczucia, ale nie odradzam, myślę że raz na jakiś czas można.

Cactus Factoria
ul. Ślusarska 5
czynne codziennie od 13.00 do ostatniego gościa
WWW: http://www.cactusfactoria.com.pl/

W poniedziałek, wtorek i środę z kartą Foodie Card wszystkie dania 50% taniej!

Od poniedziałku do piątku od 13 do 16 obowiązuje oferta lunchowa – wszystkie dania i napoje bezalkoholowe z manu 30 % taniej!


Dania z archiwum Cactus Factoria

Poniższe opisy pochodzą z archiwalnych wpisów o daniach w Cactus Factorii.

Krewetki na oliwie z oliwek

Krewetki na oliwie z oliwek - Cactus Factoria

Dzisiaj krótko i na temat – opisuję w końcu tylko przystawkę i to niezbyt skomplikowaną.

Wyborne krewetki w oliwie z oliwek z czosnkiem, bazylią, cebulką marynowaną oraz paprykami podane z bułeczkami.

Tak chwali się Cactus Factoria. No nie powiem, potrafi zachęcić – danie uderzająco proste, ale jednocześnie budzące pewność, że będzie pysznie.

Otóż nie było – jest to problem, ale też powód powstania tego tekstu. Pewnie przemilczałabym sprawę gdyby krewetki było chociażby przeciętne. Postanowiłam jednak ostrzec, w końcu jest to danie za 29 zł i wiem, że ja byłabym bardzo niezadowolona gdybym jeszcze raz dostała coś takiego.

Do porcji nie będę się przyczepiać – w końcu to tylko przystawka. I chociaż 29 zł za 6 krewetek to trochę dużo – nie mam z tym większego problemu. Prawdziwie denerwująca kwestia to smak i jakość. O ile krewetki same w sobie były smaczne, to już wszystko inne co wylądowało na talerzu było delikatnie mówiąc średnie.

Krewetki podane zostały w bulionówce i tu zdziwienie: z jakimś płynem. Ów płyn wyglądem, zapachem przypominał rosół. Taka zielonkawa woda. Ale w smaku.. z niczym tego bym nie potrafiła porównać. Trochę smakowało oliwą, trochę octem, wodniste… Mdłe, bez przypraw, niedobre zwyczajnie. W tym podejrzanym płynie znaleźć udało mi się cebulki i paprykę w occie. Które nijak komponowały się z krewetkami. Ale to jeszcze nic – wszystko było podane na ciepło. Warzywa z octu na gorąco są paskudne.

Dla ozdoby, czy dla smaku – trudno powiedzieć, w każdym razie na tej dziwacznej zupie znalazły się kiełki. Lubię kiełki, ale były one zanurzone w płynie i zrobił się z nich ciepły i tłusty kołtun, który tylko podkreślał kiepską kompozycję całego dania.

Na koniec zajmę się bułeczkami, sztuk dwie, podane na ciepło. Kiedy osiągnęły temperaturę pokojową stały się twarde jak kamień.

Och, pierwszy raz nie polecam krewetek! 🙂

Krewetki na oliwie z oliwek – 29 zł

Z kartą FoodieCard w poniedziałki, wtorki oraz środy jedzenie tańsze o 50%

Paella z owocami morza

Paella z owocami morza - Cactus Factoria

Jedzenie w Cactus Factorii jak dotąd nie sprawiło mi większego zawodu, dlatego chętnie eksperymentowałam, nie zwracałam większej uwagi na cenę i po prostu cieszyłam się posiłkiem. Tym razem trafiłam na danie – kompletną porażkę. W Cactus Factorii specjalizują się w kuchni hiszpańskiej, myślałam więc że  paella z owocami morza będzie wręcz daniem popisowym. Okazało się, że lepiej o niej nie wspominać, nikomu nie polecać, a już na pewno nie zamawiać.

Zaczynając od efektów wizualnych – pierwsze wrażanie: kupa ryżu, trochę cebuli, trochę groszku i jakieś mikroskopijne strzępki, to chyba te owoce morza. Dalej wcale nie było lepiej, starałam się przebić do środka, z nadzieją że tam znajdę jakieś skarby.. Okazało się, że w środku nic więcej nie znajdę, o czym chyba tak naprawdę wiedziałam od początku. To co mi się udało zlokalizować to okrutnie posiekane kalmary, najmniejsze na świecie krewetki (naprawdę, nigdy mniejszych nie widziałam), macki tak maleńkie, że nie dało się ich nabić na widelec i małże, o których sama już nie wiem co napisać – wrócę do nich przy okazji smaku. Ogólne wrażenie było jedno: danie z mrożonki. Wolałabym zapłacić więcej, ale dostać paellę z prawdziwego zdarzenia.

Jeśli chodzi o smak, to również do czynienia miałam z porażką. Ryż jeszcze smakował jako-tako, warzywa za dużo nie wnosiły do dania, dodawały  koloru i nic więcej. Jedynymi smacznymi w miarę owocami morza okazały się krewetki – tylko one nie były twarde i gumiaste. Ale nawet one nie sprawiły mi za dużej radości. Kalmary można było żuć, małże były tak twarde, że nie dało się ich pogryźć, a poza tym niektóre były bardzo gorzkie, macki tylko wyglądały, twarde, a smaku w tak maleńkim kawałeczku zawrzeć się nie dało.  Miałam naprawdę poważne obawy czy ta atrakcja nie skończy się zatruciem, ale uznałam, że mrożonką trudno się otruć, po prostu jest niesmaczna.

Na paellę do Cactus Factorii na pewno nie wrócę i nie polecam jej nikomu. Porcja za duża, danie bez pomysłu i bez smaku. Na szczęście w karcie znaleźć można dużo innych ciekawych propozycji.

Paella z owocami morza – 34 zł

Od poniedziałku do środy z kartą FoodieCard jedzenie tańsze o 50%

Tuńczyk grillowany

Tuńczyk grillowany - Cactus Factoria

Zdecydowanie dania główne w Cactus Factorii są perfekcyjne. Zawsze dobrze przyrządzone, nigdy nie są dziełem przypadku, wiem czego mogę się spodziewać i wiem, że czegoś pysznego.

Tym razem ryba, tuńczyk dokładniej. Tuńczyka w restauracji jadłam raz i smakował jak podeszwa. Ten był zdecydowanie inny – wiadomo, mocno mięsny, ale jednak delikatny i kruchy, mięso nie było wysuszone na wiór, czyli dobrze. Do tego na talerzu znalazły się grillowane warzywa: bakłażan, cukinia oraz czerwona i żółta papryka i pieczony ziemniak z masełkiem czosnkowym. Miłymi dodatkami była również pieczona połówka cytryny oraz słodki sos balsamiczny. Jedyne czego mi nieco brakowało to sól, reszta idealna. Każdy szczegół przemyślany tak, że jedzenie było jedynie przyjemnością – niczego za mało, niczego za dużo, ideał po prostu.

Danie nie jest tanie, ale ja nie żałowałam wydanych pieniędzy. Porządna porcja, przepyszna i świeża. Widziałam za co płacę, także regulowanie rachunku nie było czynnością szczególnie nieprzyjemną.

Danie zdecydowanie godne polecenia!

Grillowany tuńczyk – 41 zł

W poniedziałki, wtorki oraz środy z kartą Foodie Card jedzenie 50% tańsze

Krem czosnkowy

Krem czosnkowy - Cactus Factoria

Zupę czosnkową do tej pory miałam okazję jeść tylko w Dąbrowskiego 42, żadnych złych doświadczeń nie miałam, spodziewałam się pysznej zupy z pełną naiwnością. Zupa serwowana w Cactus Factorii zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. Nazwa krem nie została tutaj potraktowana w jakiś zobowiązujący sposób, ponieważ to co mi podano było po prostu mlekiem z czosnkiem.

Kiedy byłam dzieckiem nieraz zmuszano mnie do picia mleka z miodem i czosnkiem. Wspomnienia z tego okresu wróciły, byłam wręcz szczęśliwa, że miodu w zupie nie było, ale nadal: jadłam jak za karę. Dopóki były grzanki nie było to takie straszne, ale kiedy się skończyły po prostu mnie zemdliło. Nie dałam rady zjeść nawet połowy. Podjęłam decyzję o odłożeniu łyżki w momencie gdy na zupie zrobił się kożuch.

Wierzę, że chciano dobrze, że zupa była świeża, nie mówiąc już o tym, że na pewno miała zbawienny wpływ na odporność. Ale jednak to nie było to czego chciałam doświadczyć. Poza tym wydaje mi się, że jeśli ktoś podaje zupę mleczną, to powinien się nie kryć za sformułowaniem „aromatyczny krem” i zdobyć się na szczerość. Gdybym wiedziała że zupa jest na mleku, w ogóle bym jej nie zamówiła.

Może komuś zasmakuje, na pewno nie była niejadalna i na pewno się nią zatruć nie można. Ale nie było to coś co chciałabym jeszcze kiedykolwiek zjeść, a już na pewno nie na obiad, ewentualnie wyobrażam sobie wypicie czegoś takiego w wypadku wyjątkowo paskudnego przeziębienia.

Krem czosnkowy – La crema de ajo – 9 zł

W poniedziałki, wtorki i środy w lokalu można zjeść za pół ceny jeśli posiada się kartę Foodie Card

Filet Barbacoa

Filet Barbacoa - Cactus Factoria

Filet z kurczaka podany z grillowanymi warzywami i frytkami steak house. Niby proste danie, a jednak filet z kurczaka często w restauracjach nie wychodzi najlepiej. W Cactus Factorii zdecydowanie stanęli na wysokości zadania i wszystko w tym daniu było perfekcyjne. Szczególnie kurczak i warzywa, frytki jak frytki – po prostu smaczne. Kurczak był pyszny, soczysty, a kawałek był przyzwoitych rozmiarów. Warzywa mnie zachwyciły – cukinia, bakłażan i papryka – zgrillowane wręcz idealnie. Bakłażana tak dobrego nigdzie nie jadłam, wszystko było lekko chrupiące i dobrze doprawione. Frytki jak już mówiłam ok, a do tego pyszny balsamiczny sos. Wszystko w proporcjach idealnych – niczego nie było za mało, ani niczego za dużo. Mogę polecić z czystym sumieniem!

Cena powiedzmy restauracyjna, tanie danie to nie jest, chyba że ktoś ma Foodie Card i je za 50%. 🙂 Ale danie było tak smaczne, że warto było zapłacić te 29 zł. Polecam!

Filet Barbacoa – 29zł

Z kartą Foodie Card w poniedziałki, wtorki i środy można jeść o 50% taniej.

Udostępnij:

Zobacz także

Cactus Factoria – ul. Ślusarska 5 (zamknięte) - Opinie i komentarze

  • Reply smak poznania 28 stycznia 2013 at 23:51

    Chodzi mi o to, że też tak jakby te kieliszki i serwetki z całą resztą się tu nie komponują, dużo oryginalniej, swobodniej, a przy tym bardziej spójnie można było urządzić to miejsce, takie jest moje zdanie. Zresztą bardziej mi przeszkadzało, że musiałam wśród tej całej zastawy siedzieć, cały stół był zastawiony, a byłam sama. 🙂

  • Reply Jacek 28 stycznia 2013 at 22:37

    Byłem ostatnio w Cactusie również. I trochę się zdziwiłem tym Twoim opisem.
    Bo mi się podoba. Nie rozumię dlaczego uważasz, że kieliszki i serwetki nie pasują do hiszpańskiej restauracji. Zresztą ja wszedłem na górę, a na górze kieliszków i serwetek nie ma.
    Jak dla mnie to super miejjsce, z dobrym jedzeniem i za rozsądną cenę.

  • Dodaj komentarz