Do Molly’s Grill pewnie nigdy nie trafiłabym gdyby nie Foodie Card. Z zewnątrz restauracja prezentuje się dość drogo i elegancko, a z drugiej strony lokalizacja restauracji jest dość trudna. Trzeba wiedzieć gdzie się idzie, żeby w ogóle trafić. Właściwie prawie przy Półwiejskiej, a jednak jakoś tak wciśnięte w róg, nieoznakowane. No i sąsiedztwo Manekina trochę rozprasza.
Od środka lokal prezentuje się kompletnie inaczej niż przez okno. To co wzięłam za eleganckie okazało się prowizorką. Stoły nakryte ceratą i papierowymi bieżnikami, puste ściany. Przynajmniej w sali, w której ja siedziałam, drugiej nie przyjrzałam się zbyt dokładnie. Ale wydaje mi się, że niewiele się różniła, może kolorystyką. No nie powiem żeby miejsce było urządzone kompletnie bez pomysłu, ale jakoś ja nie poczułam się tam najlepiej.
Po pierwsze było mi po prostu niewygodnie. Krzesła były zbyt wysokie żeby móc swobodnie usiąść przy stole, do tego ceratowy obrus cały czas się zawijał, był sztywny, przeszkadzał w siedzeniu. Cały czas bałam się, że coś wyleję – przez przypadek zahaczę sztywną ceratę, a później doszła jeszcze do tego kartka papieru, która miała być podkładką. Generalnie czułam się otoczona przez nieprzyjemne materiały.
Także wystrój niezbyt przyjemny. Nic co mogłoby nadać charakteru, stworzyć atmosferę. Jeśli chodzi o obsługę, to nie mam nic do zarzucenia – miła, dyskretna, zainteresowana na odpowiednim poziomie, sprawna. Zamówione dania na stole pojawiały się szybciutko, wyglądały smacznie i całkiem smaczne były.
Czasami będę tam zaglądać, ale gdybym nie miała karty Foodie raczej byłaby to pierwsza i ostatnia wizyta. Według mnie ceny są trochę nieadekwatne do tego co można zamówić. Kanapka, może i smaczna, ale za 20 zł? Chyba nie. Piszę tego posta z perspektywy osoby, która póki co jadła w Molly’s Grill jedynie burgera (które z tego co zauważyłam są tam specjalnością), nie wiem jak prezentują się i jak smakują inne dania, więc o ich cenie nie wspominam.
Generalnie nie jest to miejsce do którego przyszłabym posiedzieć dłużej, raczej szybko coś zjeść. I tylko jako takie miejsce mogę Molly’s Grill polecić. Nie zachwyciło mnie niczym, choć jedzenie dość smaczne.
Molly’s Grill
ul. Kwiatowa 2
czynne: –
WWW: http://www.mollysgrill.pl/
Dania z archiwum Molly’s Grill
Poniższe opisy pochodzą z archiwalnych wpisów o daniach w Molly’s Grill.
Aksamitny krem pomidorowy z nutką moreli – Molly's Grill
Bardzo, bardzo lubię zupy pomidorowe, ale tylko takie z prawdziwych pomidorów, w których czuć ich smak, zapach, które mają pomidorowy kolor. Nie lubię zaś pomarańczowych zup na bazie przecieru pomidorowego, w których nie ma tak naprawdę nic z pomidorów. Zupa z Molly’s Grill znajduję się gdzieś pośrodku. Z jednej strony było czuć tam jakieś pomidory, ale nie jestem pewna czy nie z puszki. Z drugiej strony kolor był bardzo mało pomidorowy, a zapachu zupa w ogóle nie miała.
Zjadłam ją ze smakiem, nie była ani wybitnie dobra, ani wybitnie niedobra. Była taką restauracyjną zupą pomidorową – lepsza niż rosół z przecierem, ale jakby nadal nie to. Ja tak sobie myślę, że to jakaś polska odmiana pomidorowej – chodzi o to żeby miała dziwny kolor, była trochę za rzadka i żeby broń boże nie można było znaleźć nawet kawałeczka pomidora. Konsystencja do mnie trochę nie przemawia, ale z drugiej strony smak daje radę – ma coś z pomidorów.
W Molly’s Grill mamy do czynienia zupą „z nutką moreli”. Liczyłam na jakiś aromat, jakąś delikatną słodycz, ale nie. Z początku myślałam, że to taka niewyczuwalna nutka po prostu, dla bardziej wyrafinowanych podniebień, ale chodziło o coś innego. Otóż gdy doszłam mniej więcej do połowy zauważyłam jakieś grudki na dnie. Najpierw pomyślałam: pomidor!, ale nie: morela. No cóż – suszona morela pokrojona w kosteczkę, prawdopodobnie wrzucona do talerza przed podaniem, bo zupa nie miała w sobie nic morelowego. Jeśli chodzi o moje zdanie, to takie połączenie nazwałabym nie do końca przemyślanym.
Ale tak jak już mówiłam, nie było katastrofy – jeśli ktoś lubi pomidorową, to spokojnie może zjeść. Jeśli miałabym oceniać, to bym dała 5-6 na 10. Decydujcie sami czy warto 🙂
Aksamitny krem pomidorowy z nutką moreli – 6 zł
Aloha Burger – Molly's Grill
Aloha Burger, czyli wołowina, trzy rodzaje sałaty, ananas z grilla, plasterek mozzarelli i plaster szynki w bułce pszennej. Opis według mnie imponujący, liczyłam na prawdziwą eksplozję smaku, zachwycającą i przemyślaną kompozycję. No, każdy ma jakieś wyobrażenia, jak się okazało – do czasu.
Danie prezentowało się naprawdę dobrze. Wszystko ładnie ułożone, ser zapieczony,oliweczka – wszystko pięknie. Ale niestety smak już nie był taki świetny. Po kolei: połówka bułki z czerwonym sosem, była smaczna – sos także, mimo że raczej kupny. Druga połowa bułki również posmarowana sosem, z tym że jakimś bardziej w stylu tysiąca wysp, również kupny, ale tym razem okropny. Kęs bułki z niedobrym sosem zagryzałam kęsem bułki z dobrym sosem. 🙂
Kolejny element: trzy rodzaje sałat. Otóż to niemożliwe aby w kanapce znalazły się trzy rodzaje sałat, ponieważ na bułce leżał tylko jeden liść. Jakoś mi to nie sprawiło większej przykrości, bo był to duży liść i w dodatku bardzo dobry. Ale jednak – nie było trzech rodzajów.
Wołowina – naprawdę smaczne mięso. Chociaż mój kawałek był chyba za długo smażony, bo był lekko suchy, zaś osoba która była ze mną mięso miała soczyste i o ładniejszej barwie. Także trafiłam na suchy kawałek, ale i tak był pycha. Słuszny kawałek, dobry smak, nie ma się czego czepić.
Ananas mnie zawiódł – był z puszki, a miał być z grilla. No cóż. Trochę ociekał sokiem i nie smakował tak dobrze, jak gdyby był świeży. No i właśnie w tym momencie zrobiło się z moim burgerem kiepsko – na wołowinie znalazło się trio: ananas-szynka-ser. Moim zdaniem to połączenie się w ogóle nie sprawdziło – smaku szynki w ogóle nie było czuć, podobnie jak sera, równie dobrze mogłaby być to gouda, a nie mozzarella, nie dałoby się tego wyczuć. Szynka była wręcz przezroczysta, także smaku również nie wyizolowałam. Dużo lepiej by się to jadło np. z samym serem, ale z jakimś normalnej grubości plasterkiem.
A więc przyczepiłam się do dodatków, które sama wybrałam, klasyczny burger pewnie by bardziej przypadł mi do gustu. Ale jednego nie mogę wybaczyć Molly’s Grill, a konkretnie sosów, szczególnie tego tysiąca wysp, zepsuł smak całości, a powinien go dopełnić. Zresztą zamawiając kanapkę za 19 zł mam nadzieję na coś dobrej jakości, a więc nie na ananasa z puszki, jak również nie na sos ze słoika.
Uważam że kanapka nie była warta swojej ceny, powinna być bardziej dopracowana, powinna świetnie smakować, a nie świetnie wyglądać.
Aloha Burger – 19 zł
W środy z kartą Foodie Card w Molly’s Grill 50% taniej!
Klasyczny burger Molly's – Molly's Grill
Tym razem wybrałam najprostszą wersję, po ostatnim eksperymencie bowiem doszłam do wniosku, że to chyba będzie wersja dla mnie. No i się nie pomyliłam, zjadłam z ogromnym smakiem, można powiedzieć że burger mnie uszczęśliwił 🙂
Mięso, tak jak ostatnio, pyszne, a może nawet lepsze niż ostatnio – soczyste, aromatyczne. To co się zmieniło to sosy. Nadal ta sama kolorystyka, więc myślałam, że będzie tak jak ostatnio – całość smaczna, ale sosy psujące wrażenie. No i tu miła niespodzianka – sosy chyba uległy jakiejś ewolucji, zdecydowanie smaczniejsze! Jeden bardziej pikantny, drugi łagodny, ale oba smakowały jakby bardziej naturalnie, także wielki plus!
Teraz mogę powiedzieć – najlepszy burger w Poznaniu!
Klasyczny burger Molly’s – 14 zł
W Molly’s Grill w środy posiadacze Foodie Card zajadać się mogą z 50% zniżką!
Żurek z chrzanem – Molly's Grill
Rzadko w restauracjach widuje się żurek, ja w Poznaniu jeszcze nie jadłam. Zawsze w górach pełno żurku, w Poznaniu raczej pomidorowa 🙂 Nie wiedziałam czego się spodziewać, bo nie napisane czy z jajkiem, czy z kiełbaską, tylko „żurek z chrzanem”, no ale stwierdziłam że żurek to żurek. Co prawda z samą kiełbaską, bez jajka, ja wolałabym odwrotnie, ale przecież z samym jajkiem bez kiełbaski dla większości osób byłoby nie do przyjęcia.
Mocno kwaśny, nie ostry, a jednak mocno chrzan było czuć, duuużo kiełbaski i jakiegoś jeszcze mięsa, chyba skwarki to były. Właściwie jeśli ktoś nie jest bardzo głodny to już samą tą zupą można się najeść. Porcja nie wydaje się duża, ale za to bardzo konkretna – mięsna, do tego dwa kawałki chleba.
Według mnie dodanie chrzanu (z czym pierwszy raz się spotkałam) jest świetnym pomysłem! Niby żurek, taki zwykły, a dzięki chrzanowi nabrał lekkości, taki orzeźwiający wręcz był. Mi bardzo smakowało, a w porównaniu z pomidorową, wcześniej recenzowaną na pewno wypada lepiej.
Cena jak na zupę przystało, według mnie przyzwoita i jak za taką zupę wcale nie wygórowana.
Żurek z chrzanem – 8 zł
W środy posiadacze Foodie Card mogą jeść za pół ceny!



Molly’s Grill – ul. Kwiatowa 2 (zamknięte) - Opinie i komentarze