Lokal z zewnątrz bardzo niepozorny, trochę ukryty, łatwo go przypadkiem pominąć, a naprawdę warto do niego zajrzeć! W tymże lokalu Magda Gessler przeprowadziła swoje kuchenne rewolucje, wcześniej jak było nie wiem, ale teraz jest naprawdę fajnie. Miła obsługa, fajna atmosfera i pyszne jedzenie.
Wystrój bardzo konsekwentny, bez przesady, swobodnie. Grecka muzyczka w tle, nie za głośno, nie za cicho. Czułam się dobrze, bez spinania się, choć restauracja do tanich nie należy. Obsługa była bezbłędna – szybka, miła, dyskretna, wszystko tak jak lubię.
Ceny są wysokie, ale raz na jakiś czas warto sobie pozwolić na taki wydatek, bo jedzenie jest po prostu pyszne! Ale nie tylko o to chodzi, że smacznie, chodzi o to że wyjątkowo! Sama nigdy bym nie przyrządziła takich dań, smaki są zaskakująca, kompletnie inne niż to do czego polskie kubki smakowe są przyzwyczajone, a do tego świetna jakość tego jedzenia. Warto wydać raz na jakiś czas trochę kasy, na pewno nie będą to pieniądze zmarnowane 🙂
A więc jakość i cena jak najbardziej do siebie pasują. Ale dodam może, że nie wszystkie dania są tam drogie, w tygodniu obowiązuje menu lunchowe, zupy, to wydatek do 8 zł, a są pyszne, sałatki kosztują kilkanaście złotych, więc też nieźle, tylko obiady drogie, a właściwie nie drogie, a droższe niż reszta.
Jak dla mnie do tego miejsca warto, zdecydowanie przyjść, choćby na pyszną kawę po grecku!
Latem można z kolei spędzić miły wieczór w ogródku na tyłach. Nadal grecki klimat – pomalowane ściany, muzyka, a do tego aromaty z grilla – bardzo miło.
Taverna Artemis
ul. Wroniecka 21
czynne codziennie od 12 do 23
WWW: http://www.artemis-taverna.pl/
Dania z archiwum Taverna Artemis
Poniższe opisy pochodzą z archiwalnych wpisów o daniach w Taverna Artemis.
Baklava – Taverna Artemis
Baaardzo rzadko jadam desery w restauracjach, tak mniej więcej raz na rok i zwykle jest to szarlotka. Chyba pierwszy raz zamówiłam inny deser. W końcu grecka restauracja, to trzeba czegoś greckiego spróbować (choć w karcie były również szarlotki i serniki). Baklavy nigdy nie jadłam, ale miałam jakieś wyobrażenie na jej temat. Trochę inne niż rzeczywistość, niestety. Niestety głównie dlatego, że wymyśliłam sobie coś smacznego, a dostałam coś niesmacznego.
Może z dodatkiem lodów lepiej by się to jadło (w karcie była opcja z lodami i bitą śmietaną), ale solo baklava okazała się ciężka do przełknięcia. Słodsza niż cukier, twarda jak kamień, cudem wcisnęłam w siebie ten kawałek, a później cudem nie miałam mdłości. W każdym razie deser zepsuł mi mój poobiedni smak i bardzo żałowałam mojego wyboru.
Rozumiem, że deser to deser i ma być słodki, ale coś mi się zdaje że w tym wypadku ktoś przesadził. Polewa czekoladowa posłużyła mi w wypadku tego deseru jako element odświeżający, przełamywała smak, a nie była to gorzka czekolada. To znaczy była w porównaniu z ciastem.. W karcie wyczytałam, że baklava ma być z cynamonem, metaxą i generalnie spodziewałam się tych smaków, ale niestety nie dało się wyczuć niczego prócz cukru.
Nie wiem czy taka po prostu jest baklava, jeśli tak to baklavy nie lubię. Nie polecam, deser z dużym prawdopodobieństwem zemdlenia.
Baklava – 12 zł
Baklava z bitą śmietaną i lodami – 16 zł
Kritharaki – Taverna Artemis
W menu Taverny Artemis pojawiły się spore zmiany, między innymi pojawiły się nowe zupy, przynajmniej brzmiące dużo bardziej grecko. A smak? Miałam okazję spróbować dwóch nowych zup z oferty i powiem tak: jedna zupa kompletnie polska, druga grecka (przynajmniej w moim odczuciu laika).
Kritharaki nazwę ma ciężką, na pewno nie polską, ale jeśli chodzi o smak spotkało mnie spore rozczarowanie. Po prostu zwykła zupa jarzynowa. Smak i zapach jak u babci. Zupa miała być przygotowana z warzyw sezonowych, co niestety chyba inaczej rozumiane jest przeze mnie i przez kucharza – według mnie maj to wcale nie jest miesiąc kalafiora, cieciorki, marchwi i pietruszki. A może jest? W każdym razie zupa prezentowała się bardziej jesiennie niż wiosennie. Inna sprawa, że niestety smaku poszczególnych warzyw ciężko było się doszukać. Zupa bardzo słona, moim zdaniem doprawiona jakimś warzywkiem, czy vegetą. Dlaczego jest to najdroższa zupa z karty nie wiem, ale wiem, że na pewno nie najlepsza. Miało za to śmieszny makaron – kritharaki właśnie, jedyny grecki akcent.
Porcja solidna, wielki talerz zupy, z dużą ilością warzyw i makaronu – można się najeść. Ale jednak wolałabym porcję mniejszą, a o ciekawszym smaku.
Zupa Kritharaki – 12 zł
Lamb Kofte – Taverna Artemis
W menu Artemisa zmiany – już nie ma skomponowanych gotowych dań, ale trzeba samemu wybrać dodatki i danie główne. Niby pozytywnie, bo jest spory wybór – frytki, ziemniaki, pieczywo, warzywa gotowane, sałtaki, surówki, szpinak, ale z drugiej strony ceny poszły w górę. Wydaje mi się, że wraz ze wzrostem ceny zwiększyły się również porcje, co znowu przemawia na plus, ale jednak nadal trzeba za wypróbowane już dania zapłacić kilka złotych więcej. Zresztą też inaczej czyta się kartę gdy uświadomimy sobie, że za 4 maleńkie kotleciki mamy zapłacić trzydzieści parę złotych. Przełknęłam jednak tę zmianę i udało mi się w końcu coś wybrać.
Wybór: Lamb Kofte, czyli kotleciki baranie z miętą (4 sztuki) serwowane z sosem chilli oraz tzatziki, do tego ziemniaki po grecku oraz gotowane warzywa.
Kotleciki malutkie, ale wraz z dodatkami tworzą solidne danie. Mięso bardzo smaczne, lekko słodkie, jak to baranina, mięty niestety nie wyczułam (choć widziałam), ale i tak smak bardzo mi przypadł do gustu. Ostry sos był bardzo ostry, spróbowałam go jedynie, zjeść więcej nie byłam w stanie. Za to tzatziki bardzo smaczne i potrzebne, bo mięso było dość suche.
Ziemniaki po grecku tym razem podane były z cukinią i dużą ilością ziół. Dużo więcej ich niż niegdyś, także nie trzeba było oszczędzać. Warzywa piękne i smaczne, niby nic wielkiego, a jednak naprawdę dobre – nie wiem czy to dlatego że dobre warzywa, czy że jakoś szczególnie ugotowane – ważne, że były pełne smaku, chrupiące i w dużej ilości.
Artemis do tanich restauracji nie należy, ale często można znaleźć ich ofertę na Gruponie na przykład. Można wtedy zjeść tani i naprawdę smaczny obiad. Nie chodzi oczywiście o to, że cena ma się nijak do jakości – oczywiście czasami można zapłacić więcej i zjeść coś wyjątkowego, ale mnie na przykład nie byłoby stać na wystawny obiad w tej restauracji (choć chciałabym by było inaczej oczywiście 🙂 ). Z kuponem jednak restauracja jednak staje się również dostępna dla osób z budżetem raczej studenckim. Nigdy też nie byłam z powodu kuponu potraktowana w Artemisie jak klient drugiej kategorii. Mogę więc polecić restauracje, jak i to danie każdemu 🙂
Lamb Kofte – 35 zł
Ziemniaki po grecku – 5 zł
Warzywa gotowane – 6 zł
Całość: 46 zł
Sałatka grecka – Taverna Artemis
Grecka restauracja, więc sałatkę grecką, w Polsce jakże popularną trzeba spróbować 🙂 Po pierwsze sałatka grecka z Taverny Artemis jest bardziej grecka niż w większości restauracji chociażby dlatego że nie jest zrobiona na sałacie, składa się z cebulki, pomidorów, ogórka i oliwek, no i rzecz jasna fety. Smak był naprawdę dobry – ser pycha – twardy, słony, po prostu dobrej jakości. Smutno mi było że oliwek było tylko pięć, bo dawno tak dobrych nie jadłam – czarne i z pestkami, zupełnie inny smak niż takie wydrylowane, rozmoczone popularne wersje. No smaczna sałatka, nic jej zarzucić nie mogę pod tym względem, ale niestety jest w wersji mini. Jako przystawka na pewno się sprawdzi, ale jeśli ktoś ma w zwyczaju na lunch zjadać same sałatki, to na pewno się rozczaruje. Ja zamówiłam do niej pieczywo czosnkowe zapiekane z pomidorami i serem i gdyby nie ono pewnie wyszłabym głodna. Tym bardziej, że do samej sałatki żadne grzaneczki, ni pieczywko nie jest dodawane.
Pewnie chodzi po prostu o to, że sałatka grecka nie jest podawana jako danie główne, a jako dodatek do dania głównego, choć restauracje i kawiarnie przyzwyczaiły nas do czegoś innego. Zawsze mnie to trochę denerwuje, że zamawiając sałatkę nigdy nie wiem co dostanę, czasami mała sałatka to całkiem porządny obiad, innym razem małą sałatkę podają w jakiś mikroskopijnych naczynkach i aż wstyd, że się zamówiło tylko coś takiego. Nie mówię w tym momencie o tym co zamówiłam w Artemisie, sytuację uratowało pieczywo, ale fakt faktem, że miałam nadzieję na sałatkę którą się najem.
Pieczywo też bardzo smaczne, do sałatki niezbędne, więc opiszę razem. Masełko czosnkowe, pokrojone pomidory w kostkę, wszystko zapieczone pod serem. Niby nic, ale jednak bardzo smaczne i właściwie w całkiem przystępnej cenie, jakby tak połączyć cenę sałatki i pieczywa, to też nie wychodzi wygórowanie – jak w większości restauracji za sałatkę – około 20 zł (dokładnie 22)
Sałatka grecka – w porze lunchu od poniedziałku do piątku – 15 zł, regularna cena 16
Pieczywo – 6 zł
Stek z grilla – Taverna Artemis
Raz na jakiś czas pozwalam sobie na zignorowanie ceny i zamówienie steku. Niestety ciężko o dobry stek w poznańskich restauracjach, wołowina nie jest zbyt popularnym mięsem w Polsce, więc po pierwsze ciężko o dobre mięso, a po drugie ciężko o kogoś kto zrobi z wołowiny coś innego niż zrazy i żeby to jeszcze dobre było. Steki, które do tej pory jadłam w poznańskich restauracjach do złudzenia przypominały podeszwę – smakiem, wyglądem i konsystencją.
Tym bardziej Artemis zasługuje na wielkie brawa, steki pyszne, soczyste, delikatne, świetnie przyrządzone. Pierwszy raz zamawiając stek ktoś w ogóle spytał mnie jak wysmażony ma być stek, mało tego dostałam taki jaki zamówiłam. Mięso w środku było pięknie różowe, aż miło było popatrzeć. W pysznej marynacie, sama przyjemność. A poza tym świetny aromat, takiego prawdziwego grilla, nie patelni grillowej – tak, w zimie jadłam mięso z grilla. Takiego z ogródka 🙂 Chyba nigdzie indziej w Poznaniu nie otrzyma się mięsa z grilla o tej porze roku, mało tego zwykle pora roku nie ma tu żadnego znaczenia, po prostu danie z grilla w restauracji nigdy nie jest daniem z grilla, przy odrobinie szczęścia różni się czymś od mięsa smażonego, ale niekoniecznie. Obsłudze zimowego grillowania w ogródku nie zazdroszczę, ale atrakcja jest to niemała i niespodziewana.
Stek podany był z ziemniaczkami po grecku (do wyboru były również frytki) oraz z surówką (opcjonalnie sałatką). Ja wzięłam wersję podstawową – surówka i ziemniaczki, plus tzatziki do steku. Dodatki także były i-d-e-a-l-n-e. Nie wiedziałam czym są ziemniaki po grecku – okazało się że są one podawane z grillowanymi warzywami – pomidory, papryka, cukinia wymieszane z oliwą. Genialne i proste, mogłabym to zjadać jako samodzielne danie. Surówka prezentowała się najmniej apetycznie, jak to bywa z surówkami, ale kiedy spróbowałam pożałowałam że oceniłam po wyglądzie. Świeżutka, chrupiąca, aromatyczna, oryginalna, pyszna! Pasowała do całej reszty i bynajmniej nie smakowała jak surówka Grześkowiak z plastikowego pojemniczka.
Prawie nie dałam rady zjeść, ale byłam dzielna, czego mi się nie udało pomógł mi towarzysz, nic się nie zmarnowało, nie pozwoliłabym by takie pyszności się marnowały!
Stosunek jakości do ceny bardzo porządny, jeśli ktoś z was ma zbędne 50 zł i lubi mięcho, to polecam jak najbardziej!
Stek z grilla z ziemniaczkami po grecku i surówką – 49 zł
Wołowina Stifado -Taverna Artemis
Podczas ostatniej wizyty w Artemisie udało mi się spróbować odrobiny tego dania od osoby towarzyszącej i postanowiłam pewnego dnia wrócić i zamówić właśnie wołowinę stifado, ponieważ wydała mi się zachwycająca. A więc wróciłam, zamówiłam i czekałam z radością i niecierpliwie.
Po pierwsze danie wyglądało kompletnie inaczej niż ostatnim razem – było bardzo niewiele sosu, za to sporo mięsa, ziemniaki po grecku, którymi podczas poprzedniej wizyty się zachwycałam były przyrządzone zupełnie inaczej..
Po kolei: mięso dobre, choć mogłoby być bardziej miękkie, sos równie smaczny, ale trochę go mało. Tym bardziej że sos jest tutaj główną atrakcją, tym co nadaje smak. Na bazie wina i cebuli, tak piszą w karcie, ale smak ma bardzo złożony – słodkawy, dobrze pasujący do wołowiny, a tu taka szkoda, bo prawie go nie ma. Poprzednio było zupełnie odwrotnie – mięsa było niewiele, a sosu bardzo dużo – aż musiałam użyczyć swoich ziemniaków, co by się nie zmarnował 😉
Druga rzecz, czyli dodatki – sałatka i ziemniaki po grecku. Sałatka inna niż ostatnio, smakowała zdecydowanie gorzej, nie była chyba też tak świeża jak powinna. No i ziemniaki, które mnie rozczarowały. Było ich sporo, były miło upieczone, ale wybrałam je ze względu na to, że ostatnim razem ziemniaki po grecku przygotowane były z cukinią i papryką i smakowały nieziemsko. Tym razem, były po prostu przeciętne.
Powiem tak: gdybym nie miała porównania, pewnie bym była bardzo zadowolona. Ale miałam już jakieś wyobrażenie na temat tego dania i oczekiwania, wiedziałam co podano nam ostatnim razem i w porównaniu do tego danie było zdecydowanie słabsze. Nie wiem czy mam polecać czy nie, bo tak naprawdę nie wiem co mam pisać o daniu, które przyrządzane jest na różne sposoby, podawane w różny sposób i w różnych rozmiarach.
Wydaje mi się, że za każdym razem gdy zamawiam wołowinę stifado powinnam otrzymać wołowinę stifado – konkretne danie, a nie wariację na jego temat. Mogę powiedzieć, że było smacznie, ale nie wiem jak będzie wyglądała kolejna wołowina stifado, która opuści kuchnię, nie wiem co wam do niej na talerz dorzucą, nie wiem czy się tym daniem najecie. Ale smak polecam!
Wołowina stifado – 29 zł
Zupa porowo-ziemniaczana – Taverna Artemis
Zupa jak domowa, żadna ekstrawagancja, żadne wykwintne danie, taka normalna, jakby babcia zrobiła 🙂 Ale to nie wada! Właśnie takiej zupy chciałam, gdybym chciała zupę jak z żurnala, wybrałabym co innego, jakieś krewetki w mleczku kokosowym na przykład. Ale ja chciałam, gęstą, aromatyczną, rozgrzewającą i domową zupę i tak właśnie taka była. Pełna smaku, piękny kolor, baaardzo intensywny zapach, duże kawałki ziemniaczków (idealnie ugotowanych, żadne rozgotowane grudki).. Jeśli miałabym się czegoś czepiać, to tego, że była lekko za słona, ale i tak dobra, inni by pewnie nawet nie zwrócili na tę sól uwagi, albo i za zaletę ją uznali.
Słuszna porcja, słuszny smak, słuszna cena! 😉
Zupa porowo-ziemniaczana – 8zł
Zupa szpinakowa – Taverna Artemis
Zupy szpinakowej nigdy nie jadłam, jakoś nie wydawoło mi się by ze szpinaku można było zrobić dobrą zupę. Chociaż sam szpinak uwielbiam. Bałam się chyba, że mogę dostać jakąś brunatną breję o smaku szpinaku z przedszkola.
Jeśli chodzi o to co dostałam, a nie o moje wyobrażenia, to minus znalazłam tylko jeden: zupa była nieco przesolona – podobnie jak poprzednia zupa jedzona w tym miejscu, więc możliwe że przesalanie jest tu tradycją 😉
Zupa nie była zbyt gęsta, nie był to krem, ale lekka zupa. Z drugiej strony nie jest zbyt wodnista – szpinak jest bardzo dobrze wyczuwalny. Zupa ma niesamowity, zielony kolor, którego niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciu, musicie mi wierzyć.
Zupa jest zdecydowania daniem przystawkowym, nie ma w niej nic konkretnego – sama woda, a i porcja raczej niewielka, taka na zaostrzenie apetytu. Ja zupę zamówiłam jako ciekawostkę, nie wiem czy się jeszcze skuszę – zdecydowanie wolę szpinak w tradycyjnej, liściastej postaci. Nie zakochałam się w tej zupie, ale muszę przyznać, że nie spodziewałam się i tak że będzie taka smaczna. Może gdyby była bardziej gęsta mogłaby mnie bardziej do siebie przekonać. Tak sobie myślę, że również dodatek np. jogurtu greckiego też mógłby pomóc tej zupie uporać się z jej monotonią..
Ale nie czepiam się, jeśli ktoś lubi szpinak, lekkie zupy, to myślę że się nie zawiedzie wybierając w Artemisie zupę szpinakową.
Zupa szpinakowa – 8zł








Taverna Artemis – ul. Wroniecka 21 (zamknięte) - Opinie i komentarze